czwartek, 27 sierpnia 2015

003. Tokyo Ghoul







Nazwa: Tokyo Ghoul 
Typ: TV
Ilość odcinków: 12
Gatunek: dramat, horror

Akcja rozgrywa się w Tokio, które jest nawiedzane przez tajemnicze stworzenia, które pożerają ludzi, budzą w ich sercach przerażenie. Zwykły student, Kaneki Ken, spotyka w kawiarni Rize - dziewczynę, o takim samym zainteresowaniu literaturą co on. Nie zdaje on sobie jednak sprawy, że jego los zmieni się z dnia na dzień. 



Brzmi groźnie, prawda? Spokojnie, nie jest takie.
Właściwie, Tokyo Ghoul było moim pierwszym "horrorem" anime, gdyż jestem naprawdę strachliwą osobą. Niestety, było tak żałosne, że miałam dreszcze tylko podczas torturowania Kanekiego. 
Ghoule? Tokyo? Pół-człowiek, pół-potwór? Materiał przerabiany wiele, naprawdę wiele razy. Była krew, były tortury. Musiałam to niestety zaliczyć do horrorów, mimo naprawdę beznadziejnej dawki grozy. Fabuła - nawet, jeśli zmierzała do jakiegoś celu - była przedłużana. Większość tego anime zajmowała edukacja Kanekiego dotycząca Ghouli, nauka samokontroli (?) i zjadanie cukru, który rzekomo powinien pomóc. No, nie zapominajmy jeszcze o dziwnych fetyszach Tsukiyamy. Chory pojeb. 
Bohaterzy byli... średni tacy. Prócz kilku perełek (tj. Rize, Nishiki) bohaterowie są zwyczajni, jak nie nawet kiepscy. Ghoule (prócz właśnie Rize i Nishikiego) byli zbyt spokojni, Kaneki to już w ogóle. Nie podobał mi się pomysł zjadania cukru i picia kawy zamiast krwi. To jak pójście na łatwiznę. Pierwsze dwa i ostatnie dwa odcinki pełne krwi, reszta... nawet nie pamiętam, co się działo przez pozostałe odcinki. Może przespałam? 
Krew była, dramat w sumie też. Jednak było to tak słabo przedstawione, że zamiast współczuć Kanekiemu (bo chyba współczucie chcieli wzbudzić wystawiając tak marnego protaga), za każdym razem, gdy coś mu się trafiło, zaczynałam się śmiać. 
Opening spodobał mi się (jak zresztą niemal wszystkim, którzy obejrzeli to anime), na endingu wymiękłam, soundtrack w porządku. Nie powala, ale w porządku.
Gdyby animatorzy nie tworzyli takich derpów, to kreska byłaby okej. Kaneki trochę ciotowaty (w porównaniu do Uty, Nishikiego i Rize) nawet po zmianie w Ghoula (w sumie w jego wyglądzie nie zmieniło się prawie nic...).



PODSUMOWUJĄC :

Fabuła: 3/10 
Bohaterowie: 3/10
Gatunek: 2/10
Muzyka: 4/10
Grafika: 4/10
Ogólnie: 3/10


Recenzja: myanimelist.net
Tłumaczenie moje

wtorek, 18 sierpnia 2015

002. Mirai Nikki (TV)




Nazwa: Mirai Nikki 
Typ: TV
Ilość odcinków: 26
Gatunek: akcja, dramat, szkolne, dreszczowiec, romans

Ten psychologiczny thriller został oparty na mandze napisanej i zilustrowanej przez Sakae Esuno. Yukiteru Amano jest zwykłym gimnazjalistą, który ma problemy z kontaktami z ludźmi. Woli pisać pamiętnik w telefonie i rozmawiać ze swoim wymyślonym przyjacielem, Deusem Ex Machina - bogiem czasu i przestrzeni. Yuki jednak dowiaduje się, że Deus nie jest wytworem jego wyobraźni, w chwili gdy sprawia, że Yuki bierze udział w bitwie z jedenastoma innymi ludźmi. Uczestnicy otrzymują specjalne pamiętniki, które potrafią przewidzieć przyszłość - każdy dziennik jednak ma unikatowe cechy. W ciągu 90 dni zawodnicy starają się przeżyć, póki nie zostanie jedna osoba. Zwycięzca zostaje nowym bogiem czasu. 



Co jak co, ale opis nie jest przekonujący. Nie jest w nim zawarte, że główny bohater poznaje świrniętą, zakochaną w nim yandere, która zabiłaby dla niego wszystkich posiadaczy pamiętników (łącznie ze sobą; po prostu Yukiteru jest za głupi, aby na to przystać). O, to ta różowa. 
Przekonała mnie przyjaciółka. To było wtedy, gdy mój gust co do anime był mocno średni i wystawiłam temu ocenę 7 czy 8/10. Starała się mnie przekonać do romansów, jednak zamiast tego obrzydziła mi typową gimbazę i uświadomiła, że homoseksualiści z gimnazjum to podludzie. Tak, fanservice. Tak, kopalnia młodych yaoistek.
Fabuła niewątpliwie ma coś wyjątkowego... jednak to nadal pozostaje survivalem. Survivale anime opierają się w 90% na tym samym. Główny bohater jest zagubiony, trudno mu się ogarnąć, ale i tak wygra, bo ma najbardziej epicką moc ze wszystkich. Końcówka jednak mnie zaskoczyła - pozytywnie, oczywiście. 
Różnorodni bohaterowie byliby na plus w tej serii gdyby nie to, że byli kiepscy. Bo czego się spodziewać po gimnazjum? Porządną bohaterką była Uryuu Minene aka Dziewiąta (fioletowe włosy) oraz Masumi Nishijima (chłopak po jej lewej stronie). Całkiem w porządku byłby też Akise Aru (białowłosy), gdyby nie to, że wie wszystko o wszystkim i o wszystkich. Na samym początku wydawało mi się to ciekawe i w pewnym sensie zabawne, jednak później zrobiło się irytujące. 
Dosyć trudno było mi zaliczyć to anime do "dreszczowca", bo nie było właściwie jakoś szczególnie mocne... była krew, były walki. Ale nawet mną - osobą, która nie mogła spać dwie noce po przeczytaniu creepypasty o Jeffie the Killerze - nie wstrząsnęło to jakoś specjalnie. Romans był z pewnością inny (zważywszy na to, że dominuje kobieta), jednak nie był dobry. 
Szanuję opening tego anime (Kuusou Mesorogiwi) oraz jeden OST (Here With You, pomińmy, że wersja piano). Reszta była ignorowana przez moje uszy, ale przynajmniej ich nie kaleczyła. Nie było źle, ale nie było też dobrze. 
Kreska była raczej zwyczajna jak na rok produkcji. Stroje postaci także. Animatorzy mogli się bardziej postarać.



PODSUMOWUJĄC:
Fabuła: 5/10 
Bohaterowie: 3/10
Gatunek: 4/10
Muzyka: 4/10
Grafika: 4/10
Ogólnie: 4/10



Recenzja: myanimelist.net
Tłumaczenie moje

001. Black★Rock Shooter (TV)




Nazwa: Black★Rock Shooter 
Typ: TV
Ilość odcinków: 8
Gatunek: akcja, szkolne

To nie jest świat, w którym przebywasz. W nim błądzi dziewczyna z kruczoczarnymi włosami, skąpymi ubraniami i jaskrawoniebieskim, rozjarzonym okiem. Nosi imię Black★Rock Shooter. Z ogromnym działem w dłoni, rzuca się w zaciętą walkę... 
W międzyczasie, uwagę uczennicy szkoły średniej - Mato Kuroi - przyciąga Yomi Takanashi, koleżanka z nadzwyczajnym nazwiskiem. Mato próbuje nawiązać rozmowę, jednak Yomi jest zbyt zamknięta w sobie. Yuu Koutari kpi ze swojej najlepszej przyjaciółki, jednak wspiera ją w trudnych chwilach. Mato także otacza siebie innymi barwnymi postaciami w szkole, jak ekscentrycznej pani pedagog, Sayi Irino i gorącokrwistej kapitanki swojej drużyny, Araty Kohaty.
Nagle, pewnego dnia, otwarła okno nowych możliwości. Zauważa ulubioną książkę obrazkową Yomi, "Li'l Birds At Play". Dziewczyny nawiązują rozmowę, po czym Mato zostaje zaproszona przez Yomi do jej domu. Tam stopniowo przełamują lody. Wszystko jednak zepsuła dziewczyna na wózku inwalidzkim. Najlepsza przyjaciółka Yomi, Kagari Izuriha...
Dwa światy. Mato i Black★Rock Shooter. To jest opowieść o ich "bólu". 



Opis jest aż zbyt zachęcający, prawda? Co łączy Black★Rock Shooter i Mato? Jak rozwinie się jej przyjaźń z Yomi? Kim jest owa "dziewczyna na wózku inwalidzkim" i jaki ma cel?
Zaczęłam oglądać to anime z wielką chęcią. Dostałam pozytywną opinię siostry (teraz już się nauczyłam, aby nie ufać jej w kwestii anime), kreska bardzo mi przypadła do gustu, muzyka podobno niezła... Spodziewałam się emocji, walki, wykorzystanego potencjału i wzruszającego zakończenia... a nie dostałam niczego prócz walki.
Zacznijmy od samej fabuły. Pomysł... no, oryginalny i ciekawy, nie zaprzeczę. Dwa światy, wojowniczki jako odpowiedniki przyjaciół Mato, walczące za nie... w skąpych strojach... i działach wielkości przekraczającej dwóch dorosłych mężczyzn... widocznie chłód i prawa fizyki tam nie istnieją. 
Bohaterowie - mimo, że w opisie brzmią całkiem sympatycznie - to kompletne dno. Mato to mentalny dzieciak, który nie zna widocznie definicji przyjaźni, a Yuu to nielesbijska lesbijka-yandere. Jak Yuu jest jeszcze potrzebna w serii, aby w miarę trzymało się kupy, tak Saya i Arata są zwykłymi zapychaczami. Jedyną osobą, która jest w miarę ludzka jest Yomi. Choć nie lubię cichych i nieśmiałych postaci, ona jakoś podwyższa ocenę bohaterów. Tak, jak psycholożka. Kagari - mimo, że nawet potrzebna w serii - wkurzała mnie. Czasem pozytywnie (bo nie lubiłam Mato), czasem negatywnie (bo całkiem lubiłam Yomi).
W gatunku (w sumie miałam problem z wyborem gatunku) anime wypada dosyć kiepsko. Szczególnie w akcji - bo raz ta akcja była, a raz nie. Jeśli chodzi o "szkolne" - kojarzy mi się to z taką typową sielanką, życiem licealistów, a tutaj czegoś takiego nie było. Niemniej jednak, szkoła była. 
Muzyka była całkiem niezła, choć właściwie dupy mi nie urwało. Nie mam ulubionego OST, opening w wykonaniu Miku był wprost paskudny. Soundtrack bardzo dobrze się wpasował w klimat, samo wykonanie takie sobie.
Jeśli chodzi o stronę graficzną - w serii OVA jest duużo lepsza. Włosy postaci wyglądają jak rysowane od linijki, są prawie w ogóle nie cieniowane. Design postaci (a raczej wojowniczek) spodobał mi się (nie licząc Black★Rock Shooter, za cholerę nie umiem wmówić sobie, że tam było ciepło). 



PODSUMOWUJĄC:
Fabuła: 6/10 
Bohaterowie: 2.5/10
Gatunek: 3/10
Muzyka: 5/10
Grafika: 7/10
Ogólnie: 5/10


Recenzja: myanimelist.net
Tłumaczenie moje