Nazwa: Tokyo Ghoul
Typ: TV
Ilość odcinków: 12
Gatunek: dramat, horror
Akcja rozgrywa się w Tokio, które jest nawiedzane przez tajemnicze stworzenia, które pożerają ludzi, budzą w ich sercach przerażenie. Zwykły student, Kaneki Ken, spotyka w kawiarni Rize - dziewczynę, o takim samym zainteresowaniu literaturą co on. Nie zdaje on sobie jednak sprawy, że jego los zmieni się z dnia na dzień.
Brzmi groźnie, prawda? Spokojnie, nie jest takie.
Właściwie, Tokyo Ghoul było moim pierwszym "horrorem" anime, gdyż jestem naprawdę strachliwą osobą. Niestety, było tak żałosne, że miałam dreszcze tylko podczas torturowania Kanekiego.
Ghoule? Tokyo? Pół-człowiek, pół-potwór? Materiał przerabiany wiele, naprawdę wiele razy. Była krew, były tortury. Musiałam to niestety zaliczyć do horrorów, mimo naprawdę beznadziejnej dawki grozy. Fabuła - nawet, jeśli zmierzała do jakiegoś celu - była przedłużana. Większość tego anime zajmowała edukacja Kanekiego dotycząca Ghouli, nauka samokontroli (?) i zjadanie cukru, który rzekomo powinien pomóc. No, nie zapominajmy jeszcze o dziwnych fetyszach Tsukiyamy. Chory pojeb.
Bohaterzy byli... średni tacy. Prócz kilku perełek (tj. Rize, Nishiki) bohaterowie są zwyczajni, jak nie nawet kiepscy. Ghoule (prócz właśnie Rize i Nishikiego) byli zbyt spokojni, Kaneki to już w ogóle. Nie podobał mi się pomysł zjadania cukru i picia kawy zamiast krwi. To jak pójście na łatwiznę. Pierwsze dwa i ostatnie dwa odcinki pełne krwi, reszta... nawet nie pamiętam, co się działo przez pozostałe odcinki. Może przespałam?
Krew była, dramat w sumie też. Jednak było to tak słabo przedstawione, że zamiast współczuć Kanekiemu (bo chyba współczucie chcieli wzbudzić wystawiając tak marnego protaga), za każdym razem, gdy coś mu się trafiło, zaczynałam się śmiać.
Opening spodobał mi się (jak zresztą niemal wszystkim, którzy obejrzeli to anime), na endingu wymiękłam, soundtrack w porządku. Nie powala, ale w porządku.
Gdyby animatorzy nie tworzyli takich derpów, to kreska byłaby okej. Kaneki trochę ciotowaty (w porównaniu do Uty, Nishikiego i Rize) nawet po zmianie w Ghoula (w sumie w jego wyglądzie nie zmieniło się prawie nic...).
PODSUMOWUJĄC :
Fabuła: 3/10
Bohaterowie: 3/10
Gatunek: 2/10
Muzyka: 4/10
Grafika: 4/10
Ogólnie: 3/10
Recenzja: myanimelist.net
Krew była, dramat w sumie też. Jednak było to tak słabo przedstawione, że zamiast współczuć Kanekiemu (bo chyba współczucie chcieli wzbudzić wystawiając tak marnego protaga), za każdym razem, gdy coś mu się trafiło, zaczynałam się śmiać.
Opening spodobał mi się (jak zresztą niemal wszystkim, którzy obejrzeli to anime), na endingu wymiękłam, soundtrack w porządku. Nie powala, ale w porządku.
Gdyby animatorzy nie tworzyli takich derpów, to kreska byłaby okej. Kaneki trochę ciotowaty (w porównaniu do Uty, Nishikiego i Rize) nawet po zmianie w Ghoula (w sumie w jego wyglądzie nie zmieniło się prawie nic...).
PODSUMOWUJĄC :
Fabuła: 3/10
Bohaterowie: 3/10
Gatunek: 2/10
Muzyka: 4/10
Grafika: 4/10
Ogólnie: 3/10
Recenzja: myanimelist.net
Tłumaczenie moje